Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
[x]

deviantART

 

Historia Guns n Roses !!!

Fri Feb 27, 2009, 11:55 AM
  • Mood: Wow!
  • Listening to: Down on the Farm !
  • Reading: Hobbit
  • Watching: Star Wars
  • Playing: Star Wars
  • Eating: Eat Shit Yeah
  • Drinking: MD - fuuuuu
W zasadzie jest to jak najbardziej subiektywny monolog mój do mojego kumpla (równiesz fana GnR - spoko nie zmuszałbym nikogo innego do czytania tego... czegoś :P) napisany przed kilkoma minutami na GG. Pociesznego czytadła...

Pablo 20:19:09
No dobra
Pablo 20:19:25
A teraz pokaże ci jak ja jestem rąbnięty na punkcie Gunsów
Pablo 20:19:28
Więc tak
Pablo 20:19:49
Mam tu listę przebojów radiowej trójki
Pablo 20:20:02
I pomimo że Gunsi to zespół z 1985 roku
Pablo 20:20:20
a Appetite for Destruction jest z 1987
Pablo 20:21:03
to pierwszy raz na tej liście welcome to the jungle pojawiło się w dniu 21.01.1989 na niechlubnym miejscu 32 oznaczone jako nowość
Pablo 20:21:05
hmm
Pablo 20:21:08
po 2 latach
Pablo 20:21:24
no dobra rozumiem że to kapitalistyczne zło ale... no ok
Pablo 20:21:26
co ciekawe
Pablo 20:21:44
gdy przeniesiemy się w czasie do 1991-93 roku
Pablo 20:22:05
czyli my notabene byliśmy już na świecie, ba czasem mieliśmy 3 lata nawet
Pablo 20:22:08
okaże się
Pablo 20:22:23
że dzięki Use Your Illusion
Pablo 20:22:28
Guns n Roses
Pablo 20:22:37
zrobiło niesamowity sukces !!!!!!
Pablo 20:22:48
zgodnie z moim prywatnym rankingiem
Pablo 20:22:55
większy niż na AfD
Pablo 20:22:59
ale co ciekawe
Pablo 20:24:05
You Could Be Mine pojawia sie 19.07.1991 roku
Pablo 20:24:09
na miejscu
Pablo 20:24:20
44
Pablo 20:24:28
czyli nieco gorzej
Pablo 20:24:31
ale uwaga !
Pablo 20:25:15
30 sierpnia 1991 roku czyli 25 dni po dacie moich pierwszych urodzin
Pablo 20:25:23
YOU COULD BE MINE !!!!!!
Pablo 20:25:31
zajmuje 3 MIEJSCE !!!!!!
Pablo 20:25:40
MAMY SREBROOOO HHAHAAAAAAAAA
Pablo 20:26:00
wyprzedza ją jedynie Kult z piosenką "Rząd oficjalny"
Pablo 20:26:24
oraz Bryan Adams na miejscu 1szym z piosenką "I do it for you"
Pablo 20:26:34
co ciekawe
Pablo 20:26:51
piosenki typu Don't Cry czy November Rain
Pablo 20:26:56
wiodą niesamowity prym
Pablo 20:27:12
i bardzo często ukazują się na pierwszym miejscu
Pablo 20:27:33
co dalej
Pablo 20:28:39
pierwszego stycznia roku pańskiego tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego trzeciego na kilka miesięcy przed premierą Jurassic Park oraz kilka miesięcy więcej do moich trzecich urodzin
Pablo 20:29:05
Piosenki November Rain oraz Don't Cry zajmują kolejno 2 i 3 miejsce !!!!!!
Pablo 20:29:08
i wtedy
Pablo 20:29:20
wśród największej światłości
Pablo 20:29:30
powstaje SPAGHETTI INCIDENT?
Pablo 20:31:09
w obliczu porażki jaką niewątpliwie jest cover Krzysztofa Krawczyka w wykonaniu Axla (ale należy przyznac że również i Saula Hudsona czyli popularnego Slasha) - Since I Don't Have You
Pablo 20:31:20
Guns n Roses is no more :(
Pablo 20:31:31
aż do roku 2001
Pablo 20:31:59
ponieważ dokładnie 01.01.01 nowe Guns n Roses daje koncert noworoczny
Pablo 20:32:09
co odbiera fanom wszelką nadzieję
Pablo 20:32:10
:(
Pablo 20:32:26
AXL STRACIŁ GŁOS !!!!!! Tak pisze prasa brukowa
Pablo 20:32:59
AXL SSIE !!!!!! Donosi "The Rolling Stones" w jednym z czytelniczych felietonów
Pablo 20:33:43
ale Axl nie poddaje się
Pablo 20:34:12
musi przecież pokazać zespołowi Velvet Revolver (Boziu jak ta nazwa ssie :/ )
Pablo 20:34:23
że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa
Pablo 20:34:27
no i udaje się
Pablo 20:34:41
choć sukces nie zostaje powtórzony
Pablo 20:36:58
dnia 1.11.2008 piosenka grupy Guns n Roses "Chinese Democracy" jako nowość zajmuje 29 miejsce !!!!!!
Pablo 20:37:41
Przypomnijmy że pobija tym samym sukces Welcome to the Jungle który jako nowość NIE wydostał się z poczekalni !!!!!!
Pablo 20:37:48
w każdym razie
Pablo 20:37:59
SUKCES GUNS N ROSES ROŚNIE
Pablo 20:38:28
CHINESE DEMOCRACY STAJE NA PIERWSZYCH MIEJSCACH LIST PRZEBOJÓW W POLSCE I ANGLII
Pablo 20:39:23
GDY TYLKO SŁUCHACZE PRZYZWYCZAJAJĄ SIĘ DO NOWEGO BRZMIENIA GUNSÓW "BETTER" ZACZYNA ŚCIGAC SIĘ Z "CHINESE DEMOCRACY" !!!!!!
Pablo 20:39:32
I wyścig ten trwa do dziś
Pablo 20:39:37
Podsumowując
Pablo 20:40:19
Chinese Democracy nigdy nie zapewni Guns n Roses sukcesu który zespół odniósł w latch 1991 - 1993
Pablo 20:40:35
pozostaje jedynie spytac
Pablo 20:40:56
KTÓRA PŁYTA PRZYNIESIE SUKCES VELVET REVOLVER ? :D
Pablo 20:41:06
Dziękuję za uwagę
Pablo 20:42:49
<;peace>

Oficjalne Stanowisko

Fri Oct 31, 2008, 12:13 PM
  • Mood: Wow!
  • Listening to: Chinese Democracy (after14years)
  • Reading: M&#322;ot Boga !!!
  • Watching: Star Wars
  • Playing: Star Wars
  • Eating: Eat Shit Yeah
  • Drinking: MD
Dobra tyle czasu minęło od wakacji zatem należy coś skrobnąć...

Ze spraw ważnych - Chciałbym podziękować całemu Rollage'owi za życzenia które mam odebrać od McBeara :D (Swoją drogą chyba muszę powierzyć Dae swoje namiary żeby Beara nie fatygować :D) Kartka szła sporo czasu ale szczęśliwie wkrótce ją odbiorę :D Dzięki wam !!! JESTEŚCIE CHOLERNIE POCIESZNI !!! MOŻE NIE JAK KABANOSY ALE TAK GDZIEŚ NA POZIOMIE PODWAWELSKIEJ :D Aye...

Inna sprawa... YEEEEAAAAH ! Po 14 latach czekania !!! Pod koniec Listopada w sklepach ukaże się Chinese Democracy - najnowszy krążek Guns n' Roses - Słyszałem już kilka utworków więc dementuje całe to szambo którego się mogliście nasłuchać przez te 14 lat:

1) W nowym składzie Guns n' Roses poza Axlem Rosem nie ma nikogo ze starego składu... Na nic płacze na nic krzyki - Slash bez Gn'R jest NIKIM !!! "His in my ass. That's where Slash is. Fuckhead go home !!!"

2) Na nowym krążku Guns n Roses elektronika pojawia się w ŚLADOWYCH kurwa go mac ILOŚCIACH - a nie jak pieprzą niektórzy "fani" - to takie disco polo z Axlem.

3) Utwory do tej płyty powstały długo przed odejściem Slasha a nawet Izzy'ego Stradlina zatem nie bój nic...



Dobra to chyba tyle z ważnych rzeczy... Wracam za pół roku teraz idę zimować.. Over.

Road - The Final Rush

Sat Aug 30, 2008, 3:51 AM
  • Mood: Wow!
  • Listening to: November Rain
  • Reading: NUTHA !!!
  • Watching: Star Wars
  • Playing: Star Wars
  • Eating: Nutha :/
  • Drinking: Tea ?! OoOoOh Shit !
Zupełnie nie wiem jak mam się zabrać za pisanie tego tekstu.... Powinno być to cholernie obszerne i emocjonujące z uwagi na zdarzenia które przeżyliśmy starając się już nie tylko zwiedzić kawał terenu ale także wrócić cało do domu... Może tak...

To z założenia miała być nasza ostatnia wycieczka w te wakacje... No wiecie - ostatnia, najdłuższa, najfajniejsza, najbardziej wymagająca itd itp. I to się nawet udało. Nie udało się wziąć tylu osób ile zamierzaliśmy ale w ogólnym rozrachunku wyszło IM to na dobre :D Nie mniej jednak wyjechałem przed 11 by o 11 spotkac się z McBearem na legionowskim rynku. STANDARD. Potem Sieniek.. no właśnie miał być Sieniek i po Kitaja i od razu na szlak. Aaaaale nieeeeee !!! Zjebom zachciało się pozwiedzać Legionowo !!! Jakby tu było coś do zwiedzania jego mać !!! No nic.. z pół godziny (jak się potem okaże dość cenne) straciliśmy na debilne przejażdżki od szkoły do szkoły w poszukiwaniu godzin rozpoczęcia roku... Wiecie, Internet nie wystarcza trzeba się upewnić tymi porwanymi karteczkami na szybach od których zostaje taki brud że biedne panie woźne muszą brac nadgodziny :( Głupota ludzka nie ma granic.. Nasza nawet nie wie co to są granice :D

Dobra powiedzmy że po półgodzinie jesteśmy u Kitaja... I jedziemy !!! HA ! Tylko że tym razem przewodnikuje nam Kitaj. Wyglądało na to że wie chłopak co robi - nawet mapkę miał :D

Ok. Ma być daleko ? Proszę bardzo - Nowy Dwór Mazowiecki - i to okrężnym szlakiem - spooooko nie jesteśmy ułomkami :D W Chotomowie zaczęło się ciekawie jedziemy, nagle patrze na lewo i mało z roweru nie spadłem ze śmiechu :D Jakiś gostek porozstawiał własnoręcznie wykonane ludziki z drewna na działce - w tym BOLKA I LOLKA...

- Nie no musze im zdjęcie walnąc - krzyknąłem do umierającej ze śmiechu drużynki

- Jak będziecie wracac będzie jeszcze "gośc z mandoliną" - krzyknęła kukła z drzewa jakieś 2m ode mnie...

Dzięki Bogu ta kukła okazała się autorem owych dzieł sztuki ludowej :D Szok był spory ale zachowałem zimną krew...

- Mogę tam podejśc do nich ? - pytam
- Aaaaa peeeeeeeewnie !

No to nie wiele myśląc(czyli jak to ja) wparowałem na działkę i zacząłem robić zdjęcia komórką... a pamięć toooopniała.

- Mamy tu całą orkiestrę a dzis jeszcze dokończę tego z mandoliną...
- Dobra, dziękujemy bardzo - odparłem bo czas na nas był najwyższy choć za cholerę nie zdawaliśmy sobie z tego faktu sprawy..
- PAAAAANIE, BYLE HUMOREK BYŁ - odpowiedział poczciwy gospodarz od razu wpisując się w nasze wakacyjne szeregi zjebów i mózgotrzepów i tworząc nam przy okazji niezłe motto...

Jedziemy dalej. Dosłownie pół kilometra od wesołego gospodarza ponownie musiałem opanować jazdę z szaleńczym śmiechem... Otóż zza jakiegoś ogrodzenia wypadł na nas pies rozmiarów mojego Yrgisa - czyli raczej górna półka - z tym tylko że ten piesek szczekał jakby się potężnie krztusił... Uwieczniłem go oczywiście na komórce ale filmiki 3gp mają tyle wspólnego z jakością co ten piesek z tyranozaurem... A pamięć cały czas topniała...

Nastepne kilometry to bardzo żmudna jazda wśród tirów i innego gówna skłonnego rozjechać wszystko co tylko na chwile zmieni kurs np. ścigając wypadającą butelkę Powerade'a. Takie kurwa życie. Ale jakoś to przeżyliśmy i kilka godzin później byliśmy na nowodworskim rynku..

Będąc w Nowym Dworze jest tak naprawdę jedna budowla której się nie przeoczy - zwłaszcza jeśli się wakacje zaczyna od budowy mostu :D Właśnie ten wielgachny pieprzony niebieski most który aż kusi żeby przez niego przejechać :/ Że też nam się zachciało sprawdzić co jest dalej...

No już tego nie odkręcę (choć jakbym mógł utopiłbym Kitajca w Wiśle :/) Dobra, jesteśmy za mostem, stało się.

- Chłopaki ja chce na dół !!! - Powiedziałem, a teraz sam bym siebie za to utopił najchętniej..

Zeszliśmy sobie na dół pod most nowodworski jego mac i po kilku minutach (zapełnionym filmowaniem - a pamięć leeeeeiała) wróciliśmy bogatsi o jakieś 70-90 ukąszeń komarów.. Problem w tym że nie żartuje, nie wyolbrzymiam - po prostu nie mogliśmy o tym wiedzieć ale w Nowym Dworze panuje obecnie plaga :D Przykre... zwłaszcza dla zwiedzających jego mac...

Nie chce wydłużać aby nie zrobić książki a zatem pojechaliśmy sobie wałem w nadziei że na wysokości Jabłonny znajdziemy prom... Po drodze przeżyliśmy istny koszmar. Po wale wcale nie jechało się cudownie :/ Po drodze jakoś dziwnei moja komórka zaczęła szalec... myślałem że to przez brak pamięci więc wywaliłem Bon Joviego i wyglądało na to że wszystko jest ok. Byliśmy głodni... Jak zwierzęta. W pewnym momencie ja i Sieniek zjechaliśmy na dół. Żeby nie męczyć tylko siebie zacząłem męczyć Sienka :D

- Sieniek spokojnie zaraz podjedziemy do jakiegoś sklepu kupimy sobie kabanosy...
- Ałaaaaaaaa.....
- ...albo kiełbaski jakiejś...
- MMmMMMmmMMmM
- ...zimną Colę
- I BUŁECZKI !!!
- Dokładnie Sieniek :D

Nagle straciłem go z zasięgu wzroku ale usłyszałem hamowanie... zatrzymałem się z ledwością ponieważ miałem odpięty hamulec który przeszkadzał mi w jeździe... Sieniek podjechał z liściem w ręku...

- Spójrz !!! CHRZAN !!!
- Eeee, to można jeśc ?!
- ... .... ..... no chyba tak...

Powoli, podejrzliwie włożyliśmy kawałki liścia do ust.. robiliśmy wszystko w tym samym momencie aby ten pierwszy otruty nie był właśnie mną :D W absolutnej ciszy powoluteńku żuliśmy liścia... I W TEJ SAMEJ CHWILI WYPLULIŚMY TO GÓWNO ZANOSZĄC SIĘ HISTERYCZNYM ŚMIECHEM !!!

Po drodze do sklepu znaleźliśmy pewną alternatywę... Zapierdzieliliśmy jakiemuś gospodarzynie ze 30 jabłek :D

No i nie minęło wiele czasu a my faktycznie byliśmy pod sklepem... Wyjęliśmy wszystkie zasoby - łącznie z zaskórniakami Sieńka ze skarpetek ;]

Aleśmy się obkupili... KIEŁBASA TORUŃSKA - pół kilo !!! Jakieś napoje energetyzujące, Cola, Tonic i inne duperele... Szkoda że kiełbasy nie dało się jeść bo ktoś ją idealnie spierdolił...

Zostawiliśmy trochę tego cudnego wyrobu mięsnego na drogę... Gdzieś 2km potem wypieprzyliśmy i to :D

Jechaliśmy na nowych siłach !!! Ostatnie kilometry przed promem spiewaliśmy "I've got soul but I'm not a solider". Wpadliśmy na przeprawę jak debile !!!

PROMU JEDNAKŻE NIE BYŁO....

nie było... nie było... nie było...

CHOLERA !!!

Podchodzę do gościa łowiącego ryby...

- Dzień Dobry... Jest tu jakiś prom ?!
- Jakiś jest... ale w weekendy tylko...

CHOLERA

No dobra nie będę ze szczegółami opisywał jak wyglądaliśmy i co czuliśmy... myślę że wiecie to doskonale...

Ale wszystko odbiliśmy na znaku "przeprawa promowa" to był jedyny akt wandalizmu który był całkowicie uzasadniony... ŻEBY KURWA W XXI WIEKU NIE DAŁO SIĘ POKONAĆ RZEKI !!! Ten znak nie żył już w momencie gdy ktoś go tam debilnie ustawił !!! Był jak zwierze więc zarznęliśmy go jak zwierze !!! NIENAWIDZĘ GO !!!!!!!!

I tak wkurwieni postanowiliśmy jechać do Warszawy i stamtąd pierwszym mostem przeprawić się na Żerań potem kolejno do Jabłonny i Legionowa... A było dobrze po szóstej :/

Wyjechaliśmy na jakąś trasę.. McBear i Kitaj nie zawracając sobie dupy przepisami ani tym bardziej ruchem ulicznym przejechali na drugą stronę ulicy... My wraz z Sienkiem ruszyliśmy żwirowym poboczem pod prąd :D

- Mówię ci Kocół jakbym pierdolnął ten rower pod te samochody...

Nie musiał nic mówić :D Sam chętnie bym to zrobił :D Nastepnie kolejno zaczęli dzwonić po nas starsi... Wyobraźcie sobie teraz mnie bulgoczącego od wkurwienia całodzienną wyprawą w jedną stronę próbującego wyjaśnić starym czemu po szóstej jeszcze nie ma mnie w domu... No kurwa każdego chyba by szlag trafił... Mój starszy postanowił zrobić akcję ratunkową... Jednakże z wielkim trudem zgodził się zabrać jeszcze McBeara - to i tak cud że do małej Renówki upchnęliśmy dwa rowery i trzy osoby... Problem polegał na tym że moja niezawodna komórka zaczęła zawodzić :D McBear miał komórkę niezawodną ale bez kasy na koncie :D I tu sprawę poratował Niedzian który zadzwonił do McBeara spytać czemu mama Sienka umierając ze strachu (bo Sieniek zapomniał jej nadmienić że wyjeżdża nieco dalej) pyta go gdzie jest Sieniek. Niedzian dostał kilka komend gdzie ma zadzwonić i co powiedzieć i trzeba przyznac że chłopak się wywinął i mój stary nas odnalazł na jednej ze stacji paliw :D

Sieniek z Kitajem pojechali mostem o czym zapewne można byłoby napisać drugie tyle opowiadania ale nie czuje się upoważniony do pisania o zdarzeniach w których nie brałem udziału :D

Jedno jest pewne.. WYCIECZKA SIĘ UDAŁA :D



Aha.. przy okazji ostatnich wycieczek obiecywałem dokumentację... Wreszcie udało mi się pozbierac to do jako takiej kupy i mimo że w fatalnej jakości mamy to na YouTubie:

[link] - cz.1
[link] - cz.2

AVE !!!

Road Rushin' part two...

Thu Aug 14, 2008, 5:20 AM
  • Mood: Wow!
  • Listening to: Ain't it fun ? - Guns n' Roses
  • Reading: Potop
  • Watching: Star Wars
  • Playing: Star Wars
  • Eating: Nutha :/
  • Drinking: Mountain Dew... seriously !!!
Kolejne wypady na wycieczki rowerowe owocowały przygodami o których nam się nawet nie śniło. Posłuchajcie...

Po pierwszych wyczynach w tym roku nasza kompania postanowiła jeździć i jeździć... Z teamu odpadł Sieniek który jechał z rodziną na mazury... Jak zwykle zaczęło się ode mnie i McBeara.. INICJATORZY ich mać :D W każdym razie był jeszcze Kitaj :D No to zasuwamy do Kitaja... Przed furtką typowy tekst do domofonu

- Dzień Dobry, jest Jakub ?

I szybka odpowiedź

- Nie przykro mi Jakub poszedł do sąsiadki <kshhhhh>.

Hmmm extra... Tylko do której... No nic został nam już tylko Niedzian... Zawsze jeździmy do niego na końcu bo on jak wszyscy wiedzą jest bezczelny... Jesteśmy

- Cześć Kamil, wyjdziesz na rower ?

Niedzian chyba chciał coś odpowiedzieć ale zza jego pleców wyłonił się jego tata i z całym sarkazmem zakrzyknął:

- Może w piłkę pograć ?!

Zupełnie jakoś nie pojęliśmy aluzji... Ja uparcie rzekłem:

- No dawaj, mamy zamiar dzisiaj gdzieś dalej skoczyć...

Cholera coś mi nie pasowało.. Znam Niedziana od podstawówki - będzie 12 lat... Tego dnia Kamil wyglądał jak kaleka..

- Nie, wiesz, coś mnie dzisiaj w kościach łupie :D

Aluzja dalej nie została pojęta choć muszę przyznać że jeszcze nigdy nie widziałem ażeby Niedzian chodził w sweterku POD koszulką... Dopiero po chwili Niedzian nie wytrzymał naszej naiwności i opowiedział że złamał sobie palant obojczyk a ów sweterek to gips w którym Niedzian wygląda jak transporter opancerzony klasy AT-ST..

- WOW !!! Jak to się stało ??!?!?!
-Hehe, no wiecie graliśmy w piłkę i kiwałem kumpla z ławki... A wiecie... kumplowi z ławki się nie odpuszcza... Hehehehe No i przeleciałem jakieś półtora metra nad ziemią D:D

My w śmiech

- Jakie znowu półtora metra ?!
- Ano gdzieś tyle - pokazał ręką wysokość około 50 cm nad ziemią...

Taaaaa. NIEDZIAN JEST BEZCZELNY :D

Wracamy do Kitaja... Może już wrócił.. No i faktycznie zastaliśmy Kitajca bez koszulki i jakiegoś takiego "niedzisiejszego".

- Siema Kitaj.. Gdzie byłeś ?!
- Aaaa pomagałem sąsiadce z gałęźmi
- Taaaaaaa jaaaasne i zdjąłeś do tego koszulkę ?
- Eee tam jakoś tak...
- Dobra nie tłumacz się tylko idź się przebrać. Jedziemy w dalszą trasę.

Kitaj posłusznie odwrócił się w stronę domostwa a na jego plecach ujrzeliśmy liczne ślady podrapania...

- I mówisz że to tylko gałęzie ?!
- Aaa nie to.... brat mnie podrapał :D

KITAJ JEST SZCZERY...

W myśl Tolkienowskiego "trzech to już kompania" ruszyliśmy.. Gdzie ? Do Wombata...
Wombat to jednostka wybitna... żeby nie wiem jak próbować z siebie zrobić idiotę - on zawsze jest w tym lepszy... Tak było i tym razem ale nie uprzedzajmy faktów...

Jedziemy... dziwnie - bo przez Wieliszew - Wombat mieszka w okolicach Białobrzegów... Nic tam. Po drodze zakręciliśmy w stronę Białobrzegów i tu pierwszy ZONK !

- Dobra sprawdzę hamulce !!!

Borsuk poszybował... Na szczęście w miarę to kontrolowałem i przy maksymalnej prędkości przypisanej rowerowi z tylnym kołem scentrowanym na prostej nawierzchni oraz przednim wgniecionym kilkanaście centymetrów wgłąb roweru wykonałem perfekcyjne hamowanie... Rower przechylił mi się nagle w lewą stronę więc wymanewrowałem tak że w połowie hamowania sunąłem już bokiem... Po zakończeniu manewru Kitaj podjechał z prawej strony i zahamował podobnie jak ja ustawiając się bokiem tak że zajmowaliśmy całą szerokość ścieżki... Obaj zdyszeni tylko się do siebie uśmiechaliśmy gdy nagle z górki z której zaczęło się moje hamowanie dobiegł do nas niepokojący głos...

- NIE HAMOOOOOWAAAAAĆ !!!

Był to głos Niedźwiedzia rozpędzonego w naszym kierunku. Trzeba było zobaczyć naszą natychmiastową ucieczkę ze ścieżki... Kurde... Jak on by w nas jebnął to chyba nawet nożem do tapet by nas nie zdrapano... W każdym razie szczęśliwie wjechaliśmy na Warszawską/Modlińską/Czyjakjejtam. Na rondzie zawinęliśmy w stronę Białobrzegów... Byłoby ok gdyby nie to że Niedźwiedziowi przekrzywiło się siodełko... Nic tam.. Do Wombata niedaleko - McBear dzwoni...

- Cześć Wombat.. Jesteś w domu ?!
<obok przelatuje karetka> Słuchaj mam taki problem ! Jestem nad Zegrzem niedaleko od twojego domu i padło mi siodełko <druga erka zasuwa na sygnale; wraz z Kitajem wychylamy się z zajazdu aby sprawdzić czy nie było wypadku jakiegoś po drodze>Tak ! Właśnie ! I potrzebowałbym narzędzi masz może ?! <dosłownie na wysokości 20m przelatuje helikopter ratunkowy> Czekaj nie słyszę Cię bo mi tu śmigłowiec lata !!!

Oczywistym było że wraz z Kitajem bardzo długo dławiliśmy śmiech. Po przejściu może z 5 km które wymęczyły nas bardziej niż poprzednia kilkunastu kilometrowa trasa doszliśmy do Wombata... Gośc jest pojebany ale nie sposób go nie lubić :D Kitaj widział go po raz pierwszy ale był odpowiednio przygotowany na to co zobaczy... Znał mnie od przeszło 12 lat :D

Wombat ma bardzo ładną działkę w środku lasu... Już po kilku metrach znalazłem sztywną mysz.

- Wombat mogę się pobawić z twoim petem ?!
- Taaa kopnij ją, może się rozrusza...

WOMBAT JEST... WOMBAT

Ale najciekawszy jest sąsiad Wombata któremu przypadło zadanie naprawienia siodełka McBeara. Zabawny człowiek - taki trochę hipis po 30ce :D

- I jak jedzie pan na Ironsów - zapytał rzeczowo Wombat zawracając gościowi dupę podczas reanimacji roweru.
- Niiiieee tam na Deep Purple to bym pojechał..- Jak to potem skomentował mój stary "Na Deep Purple to i ja bym pojechał"

Gośc w pewnym momencie ustawiania siodełka na swoje miejsce zaskoczył nas pytaniem do McBeara

- Duże masz jaja ?!

Cisza...

- Nnnoo - zaproponował niezręcznie Bear
- No nie krepuj się Misiek - roześmiałem się :D
- Nie no ! Ja ci nie będę sprawdzał :D Ale jak ci za wysoko ustawie to sobie poobijasz...

I wierzcie lub nie ale doszły do jego uszu 4 oddechy ulgi jakby ktoś z nas powietrze spuścił

HIPISI SĄ ZAJEBIŚCI !

Teraz już we 4 wyruszyliśmy dalej... Pojechaliśmy do Białobrzegów, do naszej Rollage'owej barki oraz w miejsce gdzie wraz z Rollem zrobiliśmy sobie zaledwie kilka miesięcy temu fotki... Teraz jest ich więcej :D Ale nic tam - ruszyliśmy dalej... Bo czasu było za dużo :D
I opłacało się - Dojechaliśmy do samego Beniaminowa !!! VICTORY !!!!

W Beniaminowie są ekstra forty ! Mamy zdjęcia i relacje filmowe więc jak pozbieram linki dorzucę je na końcu tego wpisu.. Oczywiście zejście strome... Więc McBear i Kitaj jako przedstawiciele myślącej części naszego teamu pojechali drugą stroną... Ja patrzyłem jak Wombat spada ze stromego zbocza... Dupnął że aż miło w połowie drogi na dół niedaleko swojego roweru... Z góry krzyknąłem:

- WOMBAT ! Nie ruszaj się idę po ciebie !!
- Heheh nie trzeba jakoś ży... O KURWA BORSUK NIIIIEEEE !!!

Mój rower minął Wobata dosłownie o centymetry.... Dodawać nie muszę że ja też byłem nieco niżej...

- Ojoj... Wombat może się stoczymy ?!
- Żartujesz !!! Co ja Batman jestem ?!

Sytuacja była ciężka... Wyglądaliśmy trochę jak Anakin i ObiWan na cienkiej stalowej belce nad wodospadem lawy...

- Dobra ja tam schodzę...
- Bors...cholera

Na dole leżały już dwa rowery a w kilka sekund po nich także i my... Najciężej w takich sytuacjach jest wstać. Dla nas jakoś nie było wyjątku... Wombat i tak miał więcej szczęścia.. W zasadzie jego rower... Nic mu nie dolegało... W moim pękła aluminiowa rączka hamulca przedniego...

- Cóż dobrze że hamuje tylnym...

Na fortach siedzieliśmy dobrą godzinę i jak już wspominałem mamy relacje photo-video. Powrót okazał się o tyle ciężki że ja MYŚLAŁEM że straciłem tylko przedni hamulec... Otóż straciłem oba :D Wracałem z linką hamulcową w ręku i modliłem się żeby się nie przydała...
W Białobrzegach przydała się podczas gdy rozpędzone VOLVO omal nie wypełniło mojego przeznaczenia.. Gdzieś w 1/3 drogi Wombat wrócił do domu a w 2/3 Kitaj postanowił że pojedzie szybciej - ja nie mogłem bez hamulca a on wreszcie powiedział czemu na 18 ma być w domu - jedzie nad morze :D ZONK !

Łącznie zrobiliśmy tego dnia ok 45 kilometrów... Ale to nie koniec... Za chwilkę zabieram się za opis kolejnej wyprawy...

The Road Rush :D

Thu Jul 31, 2008, 11:49 AM
  • Mood: Wow!
  • Listening to: Ain't it fun ? - Guns n' Roses
  • Reading: Potop
  • Watching: Star Wars
  • Playing: Star Wars
  • Eating: Nutha :/
  • Drinking: Mountain Dew... seriously !!!
Pamiętacie taką grę na PSX - Road Rush :D Jeśli zrobicie z tego Larpa może wam wyjść podobna sytuacja jak nam dziś... Otóż...

Zjeby z mojego teamu totalne :D Mówię tu o sobie, McBearze, Sieńku i Kitajcu :D Kilka dni temu zrobiliśmy rowerowy wypad nad jeziorko (bagienko ?) do pobliskiego lasu. Faaaajnie :D Takie były nudy że nasz wypad zaowocował drewnianym mostem postawionym nad wodą :D I dziś pewnie kończylibyśmy go gdyby nie fakt że woda... wyparowała ? No dobra nie wiem kurwa co się z nią stało ale nie ma nie ma nie ma wody na pus.. w tym bagnie całym !!! Ok.. las duży pomysłów nie brakuje... NIE NAM :D Podczas drogi na kolejny przystanek którym była pustynia (tak wiem - w środku lasu) wpadliśmy na pomysł żeby jednego dnia nakręcić całkiem dla relaksu przed Star Wars Parody - The Blair With Parody :D Pomysł jakoś się wykruszył gdy na pustyni zastaliśmy - PLANDEKĘ POLONEZA !!! Jaaaaa ale było fajnie jeździć nią po piasku !!! Znaczy byłoby bo kurewstwo nie jeździło wcale... Ale nic tam czas wracać... Wracając i oczywiście ścigając się z kumplami zapierdzielałem tak że łańcuch nie wyrabiał i po prostu szybciej nie mogłem... ale niiiie !!! Można jeszcze zjechać z górki :D Tak właśnie zrobiłem tylko kto by pomyślał że jakiś debil wybuduje na środku jezdni konar drzewa !!! PIZD :D Trzymam się dzielnie rowerku :D DUP DUP Jak kaczka puszczana na wodzie ja wraz z rowerkiem skaczemy po okolicznej roślinności :D Skończyło się na sośnie ale ja się cieszyłem że to już koniec :D Nawet nie spadłem... Z tym że rower wydał mi się jakiś krótszy... No i faktycznie był bo zestawieniu z identycznym egzemplarzem mojego bra... esz to zakała rodziny !!! no.. on jest krótszy o dobre 20 cm - w dodatku przednie koło nie jeździ jak kiedyś dumnie przed rowerem tylko... jakby... w głębi... Ok nevermind jechać można dalej :D no to jedziemy... pominę tu przygodę ze zgubieniem się w lesie bo mam jeszcze przejść do głównego wątku naszej podróży... A zatem...

4 debili wypada z lasu !!! Są już na jezdni taaak widzę ich !!! Prowadzą Borshoock Sieniek za nimi McBear i z tyłu zamyślony Kitaj !!! Tak zaczął się nasz Road Rush. Pomyślałem "a co mi tam wjadę temu debilowi w bok niech ma !!!". Sieniek musiał pomyśleć "skopie mu dupe i zleci z tego zdezelowanego wehikułu czasu" Za nami McBear myślał coś w stylu "wjadę Borsukowi w koło... Albo nie ! W przerzutkę !!!" Za nami Kitaj myślał ewidentnie ale raczej nie o sytuacji na drodze więc pominę to milczeniem. ... ... ... ... wystarczy... A zatem wykonaliśmy nasze manewry idealnie z tym tylko że wszyscy na raz :/ Efekt ? Sieniek próbując mnie kopnąć wkręcił sobie nogę w moją przednią szprychę... Lot był piiiiiiiękny... Moje tylne koło o mały włos nie pozbawiło McBeara szczęśliwego spojrzenia... Przemknęło centymetry obok jego twarzy... Wracając do mojej perspektywy... Asfalt leciał mi na powitanie ! pierwsza myśl - KARK !!! Automatycznie wygiąłem łeb maksymalnie w górę dzięki czemu karku o mały włos nie strzaskałem jeszcze w locie... Asfalt znów leciał mnie witać zatem krzycząc "Kuuuuuuur" zdążyłem wysunąć przednie łapy... Podejście do lądowania było o tyle dziwne że trzaśnięcie nadgarstka będzie mi się pewnie dzisiaj śniło :/ Myślałem że najgorsze właśnie nadchodzi... i nadeszło... Ale nie z kości które ledwo wytrzymywały pozycje zgoła nieprzewidzianą w Kamasutrze lecz z tyłu... Zamyślony Kitaj po prostu nas ROZJECHAŁ... W efekcie ja o mały włos nie skręciłem karku, Sieniek o mały włos nie stracił nogi, McBear o mały włos nie stracił twarzy a Kitaj stracił całe picie na polewanie naszych ran :D

Żeby nie było niedomówień wszyscy żyjemy... W zasadzie jak na tak złożony wypadek odniesione rany bardziej mnie teraz bawią niż przerażają... ALE MOGŁO BYĆ GORZEJ... DLATEGO PAMIĘTAJMY O PASACH, FOTELIKACH, ABSie, PODUSZCE POWIETRZNEJ i o innych gównach które ni chuj wam nie pomogą podczas wypadku rowerowego... LUCK ONLY !!!

AVE

Journal History

Site Map